Przejdź do głównej treści

Patryk Broś-Bąk – Psycholog, Psychoterapeuta

Trauma relacyjna – terapia, objawy i odbudowa zaufania

Człowiek uczy się siebie w relacji z drugim człowiekiem. Zanim jeszcze zaczniemy świadomie mówić o emocjach, granicach, potrzebach czy zaufaniu, uczymy się tego poprzez doświadczenie. Ktoś odpowiada na mój płacz albo nie odpowiada. Ktoś przychodzi, kiedy się boję, albo zostawia mnie samego. Ktoś respektuje moje „nie” albo pokazuje mi, że moje „nie” właściwie niewiele znaczy. Ktoś pozwala mi być sobą albo uczy mnie, że żeby utrzymać relację, muszę się dopasować.

I właśnie dlatego trauma relacyjna jest dla mnie czymś więcej niż tylko trudnym wspomnieniem związanym z drugą osobą. Jest doświadczeniem, które może z czasem wpłynąć na sposób, w jaki człowiek doświadcza samego siebie, własnego ciała, emocji, potrzeb i innych ludzi. Nie zawsze chodzi przy tym o jedno konkretne wydarzenie. Czasami jest to coś, co powtarzało się przez lata – przemoc, wykorzystywanie, zaniedbanie, przekraczanie granic, chroniczna nieprzewidywalność, brak ochrony, brak emocjonalnej dostępności. Czasami również środowisko, w którym dziecko nie miało wystarczająco dużo przestrzeni na rozwijanie własnej autonomii, ponieważ było nadmiernie kontrolowane, wyręczane albo chronione.

Nie oznacza to oczywiście, że każde trudne doświadczenie relacyjne jest traumą ani że każda osoba, która doświadczyła zaniedbania czy nadopiekuńczości, będzie miała zaburzenie pourazowe. Interesuje mnie tutaj przede wszystkim to, co dzieje się wtedy, kiedy takie doświadczenia są długotrwałe, powtarzalne i dotyczą relacji, od których człowiek jest zależny.

Bo wtedy pojawia się pewien szczególny konflikt.

Pod tym linkiem znajdziesz kryteria diagnostyczne traumy oraz leczenie wspierane ruchem –  kontakt improwizacją.

Film: „Do czego prowadzi niezaspokojona w dzieciństwie potrzeba bezwarunkowej miłości i akceptacji?”

Wiele z tego, o czym piszę w tym artykule, zaczyna się dużo wcześniej, niż jesteśmy w stanie to sobie uświadomić. W relacji z rodzicami i innymi ważnymi osobami uczymy się, czy możemy być sobą, czy nasze potrzeby są ważne, czy możemy ufać innym i czy bliskość może być bezpieczna.

W tym krótkim filmie mówię o tym, co może dziać się z nami w dorosłym życiu, kiedy w dzieciństwie zabrakło doświadczenia bezwarunkowej miłości, akceptacji i emocjonalnej dostępności. Jak takie doświadczenia mogą wpływać na nasze relacje, poczucie własnej wartości, potrzebę aprobaty i sposób, w jaki próbujemy zdobywać uwagę i bliskość innych osób.

Zapraszam do obejrzenia filmu, a później – jeśli ten temat jest Ci bliski – również do przeczytania całego artykułu o traumie relacyjnej. Czasami dopiero kiedy połączymy to, co wydarzało się w przeszłości, z tym, jak funkcjonujemy dzisiaj, zaczynamy lepiej rozumieć własne reakcje.

Potrzebuję tej osoby, ale ta osoba mnie rani

To jest dla mnie jeden z najważniejszych punktów w rozumieniu traumy relacyjnej.

Dziecko potrzebuje dorosłego. Potrzebuje jego obecności, ochrony, uwagi i przewidywalności. Jest od niego zależne. I jednocześnie ten sam dorosły może być źródłem lęku, przemocy, wykorzystania, zawstydzenia czy przekraczania granic.

Powstaje sytuacja, której dziecko nie może po prostu rozwiązać w taki sposób, w jaki mógłby zrobić to dorosły.

Nie może powiedzieć: „Ta relacja jest dla mnie szkodliwa, więc odchodzę”.

Nie może wynająć mieszkania.

Nie może znaleźć sobie innego opiekuna.

Nie może po prostu przestać potrzebować tej osoby.

Musi jakoś pogodzić ze sobą dwie rzeczy: potrzebę więzi i doświadczenie zagrożenia.

I właśnie tutaj mogą powstawać sposoby funkcjonowania, które w tamtym czasie miały sens. Dostosowanie się do innych. Przewidywanie ich nastrojów. Kontrolowanie sytuacji. Odcinanie się od emocji. Udawanie, że nic się nie dzieje. Branie odpowiedzialności za to, co robi druga osoba. Próba bycia „wystarczająco dobrym”, żeby utrzymać relację. Albo przeciwnie – wycofanie się i przekonanie, że najlepiej jest nikogo nie potrzebować.

To nie musi być świadoma decyzja.

To raczej sposób, w jaki człowiek uczy się funkcjonować w środowisku, w którym jego możliwości są ograniczone.

I właśnie dlatego w terapii interesuje mnie nie tylko pytanie: „Co się wydarzyło?”, ale również: „Czego wtedy potrzebowałeś i czego musiałeś nauczyć się nie potrzebować?”

Czego zabrakło?

Kiedy mówimy o traumie relacyjnej, często koncentrujemy się na tym, co ktoś zrobił.

A czasami równie ważne jest to, czego nie było.

Nie było kogoś, kto pomagał regulować emocje.

Nie było przestrzeni na złość.

Nie było możliwości powiedzenia „nie”.

Nie było poczucia, że można przyjść do kogoś z lękiem i zostać przyjętym.

Nie było odpowiedniej ochrony.

Nie było przewidywalności.

Nie było wystarczającej przestrzeni na autonomię.

Nie było doświadczenia, że moje potrzeby mogą istnieć obok potrzeb drugiej osoby.

Dziecko potrzebuje nie tylko jedzenia, ubrania i fizycznego bezpieczeństwa. Potrzebuje również doświadczenia, że ktoś zauważa jego stan, pomaga mu go rozumieć i stopniowo pokazuje, jak można być w świecie razem z innymi.

Jeżeli tego brakuje, człowiek może dorosnąć z przekonaniem, że jego własne potrzeby są czymś kłopotliwym.

„Nie powinienem tyle potrzebować.”

„Nie mogę być słaby.”

„Muszę sobie radzić sam.”

„Jeżeli będę wystarczająco dobry, ktoś mnie pokocha.”

„Jeżeli pokażę złość, stracę relację.”

„Jeżeli postawię granicę, zostanę odrzucony.”

Te przekonania mogą później pojawiać się w relacjach, nawet wtedy, kiedy człowiek rozumie już intelektualnie, że nie musi tak funkcjonować.

I tutaj znowu pojawia się różnica pomiędzy wiedzieć a doświadczać.

Można wiedzieć, że dzisiaj jest się dorosłym, a jednocześnie w relacji reagować tak, jakby nadal trzeba było zdobyć czyjąś aprobatę, żeby być bezpiecznym.

Kiedy ciało zaczyna mówić za nas

W pracy z traumą relacyjną bardzo często wracam do ciała.

Nie dlatego, że uważam, że trauma jest gdzieś „zapisana w ciele” i trzeba ją z niego uwolnić. Bardziej interesuje mnie to, co dzieje się z kontaktem człowieka z własnym doświadczeniem.

Jeżeli przez wiele lat moje emocje, napięcie, lęk czy potrzeba wycofania nie mogły zostać zauważone przez osobę, od której zależało moje bezpieczeństwo, mogłem nauczyć się nie zauważać ich również sam.

Ciało może wtedy stać się czymś, co trzeba kontrolować, wytrzymać albo od czego można się odciąć.

Czasami człowiek mówi: „Nie wiem, co czuję”.

Ale kiedy zatrzymujemy się na chwilę, okazuje się, że pojawia się napięcie w klatce piersiowej, zaciskanie szczęki, ścisk w brzuchu, zmiana oddechu albo potrzeba odsunięcia się.

Nie oznacza to jednak, że ciało zawsze daje nam jednoznaczną odpowiedź.

To również jest ważne.

Sygnał z ciała jest informacją, ale wymaga interpretacji.

Jeżeli ktoś przez lata doświadczał zagrożenia w relacjach, jego układ nerwowy może reagować alarmem również wtedy, kiedy obecna sytuacja nie jest niebezpieczna. Dlatego nie chodzi o to, żeby powiedzieć: „Skoro moje ciało się napina, ta osoba jest zła”.

Bardziej interesuje mnie pytanie:

Co właściwie dzieje się teraz?

Czy coś rzeczywiście przekracza moje granice?

Czy pojawiło się coś, co przypomina wcześniejsze doświadczenie?

Czy potrzebuję się wycofać?

Czy może potrzebuję zostać i sprawdzić, co się wydarzy?

W ten sposób ciało staje się ponownie źródłem informacji, a nie wyrocznią.

Uczymy się słuchać, ale również sprawdzać.

Zaufanie jako proces

Podobnie jest z zaufaniem.

Nie chciałbym, żeby celem terapii było nauczenie osoby po traumie relacyjnej, że „ludziom trzeba ufać”.

Nie wszystkim ludziom trzeba ufać.

Są osoby, którym możemy zaufać. Są takie, którym nie powinniśmy ufać. Są również takie, których po prostu jeszcze nie znamy wystarczająco dobrze.

Zaufanie może więc przestać być decyzją zero-jedynkową.

Mogę komuś zaufać w jednej sprawie, ale nie w innej.

Mogę lubić człowieka, ale nie chcieć z nim bliskiej relacji.

Mogę obserwować jego zachowanie przez dłuższy czas.

Mogę sprawdzić, co dzieje się, kiedy mówię „nie”.

Jak reaguje, kiedy mam inne zdanie?

Czy potrafi przeprosić?

Czy jego zachowanie jest spójne z tym, co mówi?

Czy szanuje moje tempo?

Czy interesuje go również moje doświadczenie, czy przede wszystkim jego własne potrzeby?

To nie jest system, który pozwoli nam w stu procentach przewidzieć drugiego człowieka. Takiego systemu nie ma.

Chodzi raczej o rozwijanie zdolności do obserwowania, różnicowania i podejmowania decyzji.

I czasami bardzo ważne jest również pytanie:

Jak ja zachowuję się przy tej osobie?

Czy mogę być sobą?

Czy zaczynam się nadmiernie kontrolować?

Czy boję się powiedzieć, czego potrzebuję?

Czy próbuję cały czas odgadywać, co druga osoba myśli?

Czy mam poczucie, że muszę coś udowodnić?

Bo czasami problem nie polega wyłącznie na tym, że nie umiemy rozpoznać innych ludzi.

Problem polega również na tym, że przestaliśmy rozpoznawać samych siebie.

Granice jako możliwość pozostania przy sobie

Dlatego granice są dla mnie jednym z ważniejszych elementów terapii traumy relacyjnej.

Nie chodzi jednak o nauczenie się odcinania od ludzi.

Granica nie musi być murem.

Może być informacją.

„Nie chcę tego.”

„Nie zgadzam się.”

„Potrzebuję czasu.”

„Nie chcę teraz o tym rozmawiać.”

„To mi nie odpowiada.”

Ale może również brzmieć:

„Chcę być blisko.”

„Potrzebuję pomocy.”

„Chcę o tym porozmawiać.”

Granice pozwalają nam regulować odległość między mną a drugim człowiekiem.

Pozwalają być blisko bez konieczności całkowitego dostosowania się.

I czasami właśnie tego trzeba nauczyć się na nowo: że mogę powiedzieć „nie” i nadal pozostać w relacji.

Że różnica zdań nie musi oznaczać końca więzi.

Że czyjeś niezadowolenie nie musi oznaczać, że zrobiłem coś złego.

Że mogę być odpowiedzialny za swoje zachowanie, ale nie muszę być odpowiedzialny za wszystkie emocje drugiego człowieka.

 

Terapia schematów i to, co nosimy ze sobą

W tym miejscu bardzo dobrze spotyka się praca z terapią schematów.

Możemy zauważać, że pewne sposoby reagowania nie pojawiły się przypadkowo.

Może pojawiać się Wrażliwe Dziecko, które nadal potrzebuje bezpieczeństwa, uwagi i bliskości.

Może pojawiać się Obrońca, który mówi:

„Nikogo nie potrzebujemy.”

„Nie pokazuj emocji.”

„Kontroluj.”

„Nie ufaj.”

„Nie daj się zranić.”

Może pojawiać się również nadmierna kompensacja:

„Muszę być najlepszy.”

„Muszę wszystko zrobić sam.”

„Nie mogę być słaby.”

„Muszę być cały czas zajęty.”

I wtedy pojawia się Zdrowy Dorosły.

Nie jako ktoś, kto ma pozbyć się tych wszystkich części.

Raczej jako możliwość zatrzymania się i zobaczenia:

„Rozumiem, dlaczego kiedyś musiałem tak reagować. Ale czy dzisiaj nadal tego potrzebuję?”

To jest dla mnie bardzo ważny moment.

Nie walczymy z własnymi strategiami.

Próbujemy najpierw zrozumieć ich funkcję.

A potem sprawdzamy, czy istnieje inny sposób odpowiedzi.

Kompleksowe PTSD

W tym miejscu warto również rozdzielić doświadczenie traumy relacyjnej od diagnozy.

Określenie „trauma relacyjna” jest użytecznym pojęciem opisującym konsekwencje długotrwałych i trudnych doświadczeń interpersonalnych, ale samo w sobie nie jest odrębnym rozpoznaniem diagnostycznym.

W ICD-11 znajduje się natomiast rozpoznanie złożonego zespołu stresu pourazowego – kompleksowego PTSD, czyli CPTSD.

Obejmuje ono objawy PTSD: ponowne doświadczanie traumatycznych wydarzeń, unikanie przypominających ich bodźców oraz utrzymujące się poczucie zagrożenia. Dodatkowo pojawiają się trwałe trudności w regulacji emocji, negatywny obraz siebie oraz trudności w utrzymywaniu relacji z innymi.

To właśnie ten dodatkowy obszar – sposób regulowania emocji, przeżywania siebie i funkcjonowania w relacjach – sprawia, że CPTSD jest szczególnie istotnym rozpoznaniem przy niektórych przewlekłych doświadczeniach interpersonalnych.

Nie oznacza to jednak, że każda osoba z trudnym dzieciństwem ma CPTSD.

Dlatego diagnoza nie powinna wynikać z samej historii.

Potrzebujemy zobaczyć, jakie objawy występują obecnie, jak długo trwają, jak wpływają na funkcjonowanie i czy spełnione są kryteria konkretnego rozpoznania.

Od stabilizacji do przetwarzania

W terapii traumy nie zawsze zaczynamy od tego, co wydarzyło się w przeszłości.

Czasami pierwszym krokiem jest nauczenie się tego, co dzieje się ze mną teraz.

Jak rozpoznać pobudzenie?

Jak regulować napięcie?

Jak zauważać emocje?

Jak rozpoznać potrzebę?

Jak powiedzieć „nie”?

Jak zostać w relacji, kiedy pojawia się konflikt?

Jak odróżnić sytuację, która rzeczywiście jest niebezpieczna, od sytuacji, która tylko przypomina coś z przeszłości?

Dopiero kiedy człowiek ma więcej zasobów i odpowiednią stabilność, można rozważać bardziej bezpośrednią pracę z traumatycznymi wspomnieniami.

Nie ma jednej kolejności dla wszystkich.

Terapia powinna być dopasowana do osoby, jej objawów, zasobów i aktualnej sytuacji.

Dlatego praca z traumą może obejmować różne elementy: stabilizację i regulację, pracę poznawczą, ACT, terapię schematów, podejście compassion, mindfulness, pracę z ciałem i oddechem, trening umiejętności społecznych, pracę nad granicami, a w odpowiednich przypadkach również bezpośrednie metody przetwarzania traumatycznych wspomnień.

Nie traktuję ich jako oddzielnych technik.

Bardziej interesuje mnie to, jak spotykają się one w doświadczeniu konkretnego człowieka.

Uczyć się nowych relacji

Bo ostatecznie nie chodzi tylko o to, żeby lepiej rozumieć swoją przeszłość.

Chodzi również o to, żeby inaczej funkcjonować dzisiaj.

Może pojawić się sytuacja, w której ktoś mówi do mnie coś, co kiedyś automatycznie wywołałoby wycofanie. Mogę wtedy zauważyć napięcie, sprawdzić swój oddech, nazwać emocję i zastanowić się, czego właściwie potrzebuję.

Mogę powiedzieć:

„Nie podoba mi się sposób, w jaki ze mną rozmawiasz.”

Mogę zobaczyć, co zrobi druga osoba.

Mogę sprawdzić, czy potrafi przyjąć moją granicę.

Mogę zostać.

Mogę odejść.

Mogę też zdecydować, że jeszcze nie wiem.

To są małe doświadczenia, ale właśnie z takich doświadczeń może powstawać coś nowego.

Nie chodzi o to, żeby nigdy więcej nie odczuwać lęku.

Nie chodzi również o to, żeby zawsze ufać własnym pierwszym reakcjom.

Chodzi o zwiększanie możliwości wyboru.

Żeby móc zauważyć:

„Boję się, ale mogę sprawdzić, czy jestem teraz bezpieczny.”

„Czuję napięcie, ale nie muszę od razu uciekać.”

„Boję się odrzucenia, ale mogę powiedzieć, czego potrzebuję.”

„Nie wiem jeszcze, czy mogę tej osobie zaufać. Nie muszę decydować dzisiaj.”

„Mogę być blisko i jednocześnie mieć granice.”

„Mogę kochać drugiego człowieka i nie rezygnować z siebie.”

Relacja terapeutyczna

Ważną częścią tego procesu jest również sama relacja terapeutyczna.

Nie dlatego, że terapeuta ma naprawić wszystkie wcześniejsze relacje. Nie może tego zrobić.

Relacja terapeutyczna może jednak stać się miejscem, w którym można obserwować własne oczekiwania wobec drugiego człowieka, zauważać automatyczne reakcje i sprawdzać inne sposoby komunikowania potrzeb.

Można powiedzieć:

„Nie zgadzam się.”

„Nie rozumiem.”

„To mnie poruszyło.”

„Potrzebuję czegoś innego.”

Można również zauważyć, co dzieje się wtedy w ciele.

Czy pojawia się lęk?

Wstyd?

Złość?

Chęć wycofania?

Potrzeba natychmiastowego przeproszenia?

To wszystko może stać się materiałem do wspólnej pracy.

Nie po to, żeby udowodnić, że terapeuta jest „dobrym człowiekiem”, ale żeby lepiej rozumieć własny sposób funkcjonowania w relacji i stopniowo rozwijać nowe możliwości.

Nie chodzi o powrót do tego, kim byłem wcześniej

Być może najważniejsze w terapii traumy relacyjnej nie jest więc samo pytanie o przeszłość.

Nie możemy zmienić tego, co wydarzyło się wtedy.

Nie możemy również sprawić, że człowiek nagle zacznie ufać wszystkim ludziom, przestanie odczuwać lęk albo zawsze będzie wiedział, jaka decyzja jest właściwa.

Możemy natomiast rozwijać coś innego.

Możliwość zauważania siebie.

Możliwość rozpoznawania swoich potrzeb.

Możliwość słuchania ciała i jednocześnie sprawdzania informacji, które ono przekazuje.

Możliwość stawiania granic.

Możliwość rozpoznawania, komu chcę zaufać.

Możliwość pozostania w relacji bez utraty siebie.

Możliwość odejścia z relacji, która mi szkodzi.

Możliwość budowania relacji, w których jest miejsce zarówno dla mnie, jak i dla drugiego człowieka.

I może właśnie o to ostatecznie chodzi.

Nie o to, żeby już nigdy nie czuć lęku.

Nie o to, żeby zapomnieć.

Nie o to, żeby stać się kimś całkowicie innym.

Raczej o to, żeby doświadczenia z przeszłości nie musiały za każdym razem decydować za mnie.

Żeby móc zatrzymać się pomiędzy tym, co czuję, a tym, co zrobię.

Żeby móc powiedzieć: „Widzę, że pojawił się lęk. Widzę, że moje ciało się napina. Widzę, że mój umysł mówi mi, że zaraz zostanę odrzucony. I jednocześnie mogę sprawdzić, co dzieje się naprawdę teraz.”

A później podjąć decyzję.

Zostać.

Odejść.

Postawić granicę.

Poprosić o pomoc.

Zaufać trochę bardziej.

Albo jeszcze poczekać.

Bo być może zdrowienie po traumie relacyjnej nie polega na tym, że przestajemy potrzebować innych ludzi.

Polega raczej na tym, że możemy potrzebować drugiego człowieka, nie tracąc przy tym kontaktu ze sobą.

Możemy być blisko i pozostać sobą.

Możemy kochać i mieć granice.

Możemy ufać, ale nie wszystkim.

Możemy czuć lęk i nadal wybierać.

I możemy stopniowo budować takie relacje, w których bliskość nie oznacza już rezygnacji z własnego „ja”.

Przeszłość pozostaje częścią mojej historii. Nie musi jednak za każdym razem decydować o tym, jak reaguję, komu ufam i jaką relację buduję.